poniedziałek, 14 stycznia 2013

Urodziny Amandine

Wczoraj świętowaliśmy urodziny Amandine, która opuszcza nasz zajebisty stan już za 1,5 tygodnia. Zastanawiające dla mnie było to, dlaczego nie wyprawia pożegnania i urodzin razem. Powiedziała, że to są jej urodziny i ona nie chcę siedzieć i płakać, że musi wyjeżdżać - w sumie racja. Wraz z Natalii kupiłyśmy jej:


Kapcie w F.y.e. za 5$


koszulka F.y.e. 20$

Ze względu, że Alexia obchodziła przed świętami 21 urodziny a mnie nie było, prezent dostała przy okazji. 


ona dostała perfumy od samego Justina Biebiera za 20$ z TARGETU.


Swoją droga ostatnio przytrafiła mi się śmieszna historia. Chciałam dla Amandine też kupić Justina, dlatego będąc w centrum handlowym udałam się do MACY'S. Pani pokazał mi tylko duże flakony za 50$ (bez przesady) spytała się, jaki jest mój ulubiony zapach. Odpowiedziałam, że to ma byc prezent. Spytała się, w takim razie jaki zapach lubi moja koleżanka. No to odpowiedziałam, że właściwie to ona nie lubi Justina. Zapytała, czy to żart? Odpowiedziałam, ze tak, chcemy zrobić taki żart. I wyobraźcie sobie, że babka sobie poszła i przyszła inna. Tamta się widocznie obraziła za "głupi" żart. 
Wybrałam się wtedy na zakupy, zaraz po odstawieniu dzieciaków do szkoły. Bez makijażu i jakiegokolwiek ładu na głowie, czyli po amerykańsku. Chodziłam po centrum handlowym, gdy zaczepił mnie koleś od lokówek z pytaniem co robiłam dziś z swoimi włosami? Pomyślałam, pewnie mu się podobają i zaskoczę go, powiedziałam, że "nic". A on na to "widać", lol - ok :P I drugie pytanie z jego strony "skąd jestem?", pomyślałam sobie "wypowiedziałam raptem jedno słowo a on już mnie się o to pyta?" Mam na karku tatuaż, kod kreskowy z moją datą urodzenia i pomyślałam, że nie głupim pomysłem będzie walnąć sobie tatuaż na czole z napisem "MADE IN POLAND" będzie to łatwiej i dla mnie i dla wszystkich moich przyszłym rozmówców :P Moja hostka jest w USA od 7 roku życia, biegle mówi po angielsku, a ludzie i tak jej się pytają skąd jest, bo słyszą akcent. Wiem, że nigdy się go nie wyzbędę. Niektórzy mówią, że mój akcent jest sexy, nice, sweet a dla Jona był cute ;)

Na urodziny pojechałyśmy, do restauracji w Kentucky, gdzie było widać całą panoramę Cincinatti.



i tak wygląda beze mnie. 




video

Po dinerze wybrałyśmy się na naszą ulubioną imprezę do "Mynt'a". Zazwyczaj leci tam muza na czasie, pop a wczoraj akurat leciała praktycznie sama czarna muza. Jak dla mnie spoko, lubie te klimaty, dziewczyny nie wiedzą, ale nawet było mi to na rękę :P Alexia zresztą też się dobrze bawiła. Wyszłam na dwór zaczerpnąć świeżego powietrza z dziewczynami. Usiadłam sobie na oparciu od kanapy. Jakiś chłopak ( 2-gi fajny chłopak jakiego spotkałam w Mynt'cie zaraz po Jonie ;) ) palił papierosa, spojrzał na mnie i pocałował (w policzek rzecz jasna). Strasznie mnie to zbulwersowało, pomimo że był fajny. Powiedziałam mu kulturalnie "FUCK OFF". Usiadł koło mnie i zaczął do mnie rozmawiać. Powiedziałam mu, że nie ma prawa tego robić i nie wiedziałam, że w USA panują takie dziwne zasady, że widzisz kogoś pierwszy raz i zaczynasz go całować. Powiedział, że jak ktoś Ci się podoba to po prostu go całujesz a później to wiesz.... i pokazuje (sex), oczywiście wybuchłam śmiechem! Pomimo tego co powiedział wcześniej, bardzo dobrze mi się z nim gadało. Oczywiście padło pytanie "Jesteś z Rosji?", odpowiedziałam, że nie, ale że ze wschodniej części Europy, a on do mnie "Kazachstan?" ...... wtf?! pytanie mnie po prostu rozwaliło więc znów wybuchnęłam śmiechem. Niedługo potem dziewczyny stwierdziły, że jedziemy do domu. Normalne, zawsze jak zacznie mi się podobać i z kimś dobrze gadać wtedy musimy jechać. Z Jonem było tak samo, tylko że od Jona wzięłam numer. Tym razem nie byłam taka głupia i po prostu sobie poszłam.

Oj tak, imprezy w Usa zaskakują mnie za każdym razem coraz bardziej. Najlepsze jest to, że amerykanie są mega bezstresowi i wszystko mają gdzieś. Nikt na imprezie nie był wstanie mi wyjaśnić dlaczego leci tylko czarna muza. Zresztą widząc taki znak na ulicy, czuję że USA jeszcze nie raz mnie zaskoczy...


Dobra wiadomość - mój kalendarz NOKI'ów pokazuję, że jestem w USA już 105 dni a ja wciąż nie tęsknię za POLSKĄ !! :) 




11 komentarzy:

  1. Nie, za Polską nie powinno się tęsknić ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale wesoło tam masz :D Ah, ja już bym tam chciała być!

    OdpowiedzUsuń
  3. Za PL nie ma co tęsknić, a poza tym Ty jesteś w ciągłym ruchu, coś się dzieje to i nie ma czasu na takie pierdoły ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Piszesz że nie tęsknisz za Polską... a za rodziną, za przyjaciółmi ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. za rodziną i za przyjaciółmi się tęskni, ale jest skype.

      Usuń
  5. kochana czekamy na kolejne posty :))

    OdpowiedzUsuń
  6. co to za muzyka leci jak pokazujesz panoramę ?

    OdpowiedzUsuń