Ewrybody!! :P
Po 1. Ciszę się, że piszecie do mnie tyle maili, jest to bardzo miłe. Zawsze staram się podpisać na każdego i pomóc jak tylko potrafię. Jeśli nie odpisuje kilka dni tzn. że przeczytałam nie odpisałam od razu i zapomniałam. Prędzej czy później to zrobię.
Ale nie zadawajcie mi irytujących i oczywistych pytań, które możecie znaleźć na blogu. Nie chcę mi się pisać 1500 razy, że mieszkam w OHIO mam 2 dzieci 14 i 11 lat itp. To jest blog au pair i uwierzcie mi, gdzieś takie informacje tutaj są.
Po 2. Czy już wiem co zrobić po roku tutaj?
Szczerze, to wciąż nie mam zielonego pojęcia, mało tego od wczoraj znów mam inny pomysł na przyszłość. Powiem wam tak, na bank nie wracam do PL, to jest oczywiste i przynajmniej zrobię wszystko by tak było.
Od wczoraj wymyśliłam sobie, że pojadę na 6 miesięcy na Florydę najlepiej do Miami oczywiście. Później chciałam bym jechać na dłużej do Kanady. Marzą mi się tam studia i praca. Chciałabym jechać do Miami, aby zwiedzić jeszcze wszytskie wyspy jakie są na granicy ameryki północnej i południowej, odłożyć trochę siana i się usamodzielnić w Kanadzie. Ale czy to wszystko wypali czas pokaże. Mam jeszcze do podjęcia decyzji 8 miesięcy.
Po 3. Ostatnio dostałam maila z zapytaniem o kieszonkowe, "na ile takie pieniądze wystarczają?! "
Ja dostaję co tydzień przelew na konto, dokładnie 197,... nie pamiętam :P W każdą sobotę rano są już pieniądze na koncie. Poza tym jak wiecie mam do dyspozycji również 1000$ miesięcznie, na jedzenie i paliwo.
Na ile mi to starcza i jak to się ma? Zależy, kto jak szaleje... Ja akurat sobie na nic nie żałuję. Zazwyczaj ma się to tak:
w sobotę rano dostaję pieniądze na konto, załóżmy, że całe 200$ będzie prościej odejmować.
Wieczorem idę na balet. Zazwyczaj biorę ok $30. Piwo jedno kosztuje 5$. Często zdarza się, że jakąś częś pieniędzy przywożę z powrotem.
Niedziela - zawsze gdzieś jedziemy. Nie ważne czy to kino, łyżwy, teatr, muzeum nie wydaję więcej niż $20.
Zostaje mi jeszcze ok $150 i albo tak jak w zeszłym tygodniu kupiłam sobie: perfumy CK, sukienkę koronkową, prostownicę, czerwone szpilki, głośniki do iPhona. I wciąż zostało mi trochę na koncie. W tym tygodniu też sobie nie żałowałam. Na nowe adidasy i ciuchy na siłownie w TJ-MAXX'ie zapłaciłam 84$. Jak będzie trzeba to się odłoży na wakacje, podróże itp. Od przyszłego tygodnia mam zamiar się trochę opamiętać i zacząć odkładać na Chicago i Kanadę. Ale tak ogólnie mówiąc, ja teraz czuje się, że żyje. Idąc do fas-fooda nie musze sprawdzać jaka jest cena. Przeliczać co mogłabym za to kupić. Mam 200$ tygodniowo i sobie żyje zajebiście można by powiedzieć. Pamiętam jak byłam w PL, (wiem, że 200$ to nie jest 200PLN, ale skoro buty NIke tutaj kosztują 50$ to czysto hipotetycznie załóżmy stosunek 1:1) W PL mając 200PLN, gdym poszłam do KFC, za zwykłą sałatkę z kurczakiem, frytki i colę zapłacę 23PLN. Bluzka w Reserved 80pln i spodnie w CROPP 100PLN (ale za to 100pln szału nie ma - ale już na droższe w tym momencie mnie nie stać). A w USA ma to się tak: masz 200$ - 7$ sałatka, napój i frytki, 50$ spodnie Calvina Kleina, 10$ bluzka Nike, 26$ sweterek Ralpha Laurena, 6$ fluid Lorea'l i wciąż masz na swoim koncie 100$. Nawet jak to przeliczymy na złotówki wyjdzie 300pln. Uważam, że takie zakupy w PL są dużo droższe. I WIEM, że większość z was "jak zawsze" skrytykuje mnie, argumentując, że podjarałam się na tanie zakupy, a życie jest zajebiście drogie! Nawet jeśli, to "lepiej żałować, że się spróbowało, niż całe życie myśleć, coby było gdyby". Po 1. Taki wyjazd jest zajebistą opcją zaczęcia życia od nowa. Można powiedzieć, że los nam dał drugą szansę. I to jest zajebiste! Bardzo mi się podoba w USA, jest zupełnie inaczej niż u nas... Zresztą nie mam dzieci, męża, od kiedy wyjechałam mój kot nie wrócił do domu - nic nie mam do stracenia. W najgorszym wypadku jak się nie uda, wrócę z podkulonym ogonem do Polski. A po jakimś czasie wyjadę do Irlandii :) Dlaczego Kanada? Tam też mówią po angielsku, jest to kraj w którym o wszystko jest dużo łatwiej, zaczynając już od wiz... ale mówię wam, to są moje takie plany na dziś, jutro mogę sobie "zachcieć" jechać do Chin :)
