czwartek, 15 czerwca 2017

Speed Meets Sound #Gridlife 2017 MIDWEST


czwartek, 8 czerwca 2017

Znam datę mojego ostatniego dnia jako 'au pair.'

       




         Mimo iż nie jestem już oficjalnie au pair od prawie 3 latach, mimo to nie przestałam pracować dla mojej pierwszej i ostatniej host rodziny. Nikt nie nazywa mnie au pair, ale warunki na jakich jestem nie odbiegają od tych pierwotnych aż tak bardzo. Poza faktem, że hości zamiast płacić agencji płacą mi teraz za studia.
         Ostatnio poznałam bardzo fajną dziewczynę, Klaudie. Nie zaskoczę Was mówiąc, że jest au pair. Raczej się już z au pair nie spotykam, głównie dlatego że nie należę do agencji i wszystkie dobrze mi znane au apir juz dawno wyjechały z Ohio. Klaudia jest z Chorwacji i po 2 latach pracy jako au pair też postanowiła zostać dłużej i iść na studia. Miała bardzo dużo pytań, a że ja jestem juz w tym temacie bardzo ogarnięta to oczywiście dałam kilka dobrych rad.
        Jedną z rzeczy jakie Klaudia mi powiedziała to data, koniec lata 2018 do kiedy to będzie ona pracować dla swojej hostki. Zdałam sobie sprawę, że jej zazdroszczę że zna date i jest świadoma co będzie musiała zrobić po zakończeniu pracy. Ja powiedziałam Klaudii, że nie wiem do kiedy będę pracować, że choć chciałabym wiedzieć tak z jednej strony dobrze żyć niewiedzą.
      Cóż, pojechałam do domu, długo myślałam i stwierdziłam, że jestem gotowa by sama otrzymać 'owa date.' Zbierałam się kilka razy, ale nie potrafiłam. Nie wiem czy stres czy raczej świadomość iż ten czas jest póki co czymś absolutnym nie pozwalał mi zadać tego pytania. Jednego dnia jednak hostka przyjechała do domu i na tyle jej samochodu widziałam napis "student driver." Trochę mnie to zdenerwowało ponieważ, nikt mnie nie poinformował, że młody chodzi na prawko związku z czym wkrótce nie będę mieć pracy. Zadzwoniłam do hostki i zapytałam wprost, do kiedy chce bym dla niej pracowała. Zdziwiła się pytaniem i zapytała, dlaczego się o to pytam. Po pierwsze myślę, że to ważne pytanie i że powinnam znać na nie odpowiedź a nie udawać, że temat nie istnieje. Powiedziałam, że widziałam naklejkę na samochodzie. Hostka powiedziała, że prawo jazdy młody będzie miał we wrześniu! To jest kuźwa raptem za 3 miesiące, a oni nie raczyli mi powiedzieć wcześniej. Mimo to hostka powiedziała, że młody będzie świeżym kierowcą i wolałaby gdybym jeszcze przez jesień z nim jeździła do szkoły. Więc zapytałam, czy w takim razie Święta Bożego Narodzenia to jest czas do kiedy ona chce żebym pracowała? Powiedziała TAK! Oficjalnie pracuje, dla moich hostów do końca 2017 roku. Poczułam ulgę odkładając słuchawkę. Po pierwsze to nie we wrześniu mam już żyć na własną rękę, ale jeszcze mam kilka ekstra miesięcy. A po drugie znam datę, czuję że pewny etap w moim życiu się po woli kończy. Trochę mnie to stresuje ponieważ, trochę mnie tu rozpieszczono pomimo różnych problemów po drodze i stresów. Teraz wraz z Nate będziemy zdani sami na siebie, ale myślę że już najwyższy czas. Ciesze się, że w wiosennym semestrze będę mogła wziąć klasy jakie będę chciała i nie będę się stresować że młodego będę musiała odebrać czy coś podobnego. Może nawet wybiorę się na study abroad, które zawsze chciałam a nie mogłam bo młody chodził jeszcze do szkoły i musiałam go wozić. Jakby nie miało być na pewno będzie inaczej. Jedne drzwi się zamykają inne się otwierają. Zresztą sama Wam ostatnio pisałam, że będę pracować do grudnia i spadam bo już mam dosyć. Los pomógł mi zrealizować moje plany i mam nadzieję, że przyniesie mi wiele wspaniałych możliwość tak jak to było to do tej pory.


 

środa, 3 maja 2017

Koniec Semestru

    Kolejny semestr za mną. Ciągnął się niesamowicie, pomimo że niektóre klasy miałam bardzo ciekawe jak na przykład, Współczesny Izrael czy Cyber Bepieczeństwo, to reszta przedmiotów mnie nudziła na śmierć. I tak ten semestr zakończył się czterema A i jednym B, wiec jest dobrze. W tym roku zdecydowałam się wsiąść semestr letni. Mimo iż moja host mama nie płaci mi za ten semestr, sama zdecydowałam się go opłacić i szybciej mieć wszystko z głowy. A że przedmioty na które się zapisałam są online, to nie będzie mi to przeszkadzało z przewożeniem młodego.
   
    Nie mam szkoły od 3 dni i tak jak bardzo czekałam na ten czas i odliczałam tygodnie, tak teraz mam zbyt dużo wolnego czasu. Jestem świadoma, że za tydzień zaczynam nowy semestr, ale mam tylko 3 klasy, wiec żyje nadzieją że nie będzie tak źle. Zaczęłam wiec uczyć się języka rosyjskiego i hiszpańskiego. Za niecałe 2 miesiące jedziemy do Cancun więc mam nadzieję, że będę mogła poćwiczyć. Wróciłam również do Yogi i zupełnie zapomniałam jak bardzo lubię Yogę. Nate też wkręciłam i jest bardzo zadowolony. Tydzień temu byłam na spotkaniu do pracy w Amazon. Nazwałabym to rozmową kwalifikacyjną, ale poza zrobieniem testem na używki nikt mnie o nic nie zapytał. Mam nadzieję, że uda mi się tam rozpocząć pracę w najbliższych tygodniach. Złożyłam wiosek na pół etatu od 11:30-3:30 na nocną zmianę, więc mam nadzieję że uda mi się to pogodzić ze szkoła i moją drugą pracą. Zdecydowałam się złożyć tam wniosek ponieważ po 1. potrzebuje więcej $ co jest oczywiste a po 2, zamierzam w końcu oddzielić się od mojej host rodziny na koniec roku, więc chcę mieć odłożone trochę $$$. Będę Was informować jak się sprawy mają.

    Od jakiegoś czasu, kontakt między mną a moją hostką zmienił sie. Nie wiem czy to dlatego, że już za długo tutaj pracuje i hostka myśli, że nie wiadomo co zrobi ja będę tutaj pracować do końca życia. Czy może fakt iż moje host dziecko zmienia płeć, odbija się na mojej osobie. Nie wiem co to, ale wiem, że limit wytrzymałości mam już daleko poza granicami.

    A z takich bardziej pozytywnych informacji to Nate się obronił i skończył szkołę. Chciałam Wam nagrać vloga z tego dnia, ale jak widzieliście na Instagramie, pogoda nam nie dopisała. Szukamy teraz miejsca gdzie możemy urządzić Nate imprezę i opić te wszystkie stresy.





   

piątek, 20 stycznia 2017

✈ Zagubiony Bagaż ✈

    Tym razem kupiłam bilety z Chicago, były tańsze o $1000 więc stwierdziłam, że nawet jak wynajmę samochód to zaoszczędzę. Wynajęłam hotel dzień wcześniej, żeby to wypoczętym wstać na lot, który miał być o 12 w południe. Uznałam, że lepiej zapłacić ekstra za hotel niż wyjechać z Cincinnati o 4 rano i przez 5 godzin jechać przez dwa stany.

    W dzień wyjazdu tj. 16 grudnia okazało się, że w Chicago jest śnieg i z wynajętego samochodu za $70 zrobiło się $170. Musiałam dopłacić za samochód z napędem na cztery koła i z większą mocą silnika. żeby to szczęśliwie do Chicago dojechać. Plan był żeby wyjechać o 14.00 gdyż Sylwia chciała jeszcze wykręcić za Chicago i zrobić sobie zdjęcie z "domem" Kevina. Z Nate jak to z Nate, dobrze że udało nam sie wyjechać o 20.00. Ja byłam pierwszym kierowcą, przez Ohio jak i połowę Indiany przejechałam bez większych problemów. Po prawie 3 godzinach jazdy czułam się świetnie i mogłam dalej jechać. Niestety zastała nas straszna burza śnieżna i drogi były strasznie zasypane. Nasza droga przedłużyła się z 5 godzin do 8, całe szczęście że wyjechaliśmy wcześniej.



    Jako że rzadko bywam w Chicago kompletnie zapomniałam o tamtejszych płatnych bramkach. Z jednej strony się nawet ucieszyłam, bo wreszcie mogłam się pozbyć ciążących mi w portfelu drobnych. Bramki kosztowały $1,50, 3 pierwsze bramki posiadały ludzi więc mogłam dać drobne i jak coś otrzymać resztę. Pod koniec drogi okazało się że ostatnia bramka nie posiadała człowieka i skończyły mi się drobne (jak na złość) i można było wrzucić tylko monety. Wyskrobaliśmy z Nate 1,25$ ale to nie wystarczyło. Później musiałam zrobić przelew online, żeby mandatu nie dostać, a że nie wiedziałam dokładnie jaka to była bramka musiałam zapłacić $6 za wszystkie bramki.

    Musieliśmy oddać samochód, odczekać na transport na lotnisku i z lotniska do hotelu. Koniec końców w hotelu byliśmy o 5 rano a na samolot musieliśmy wstać 8, więc tyle z mojego wyspania się.


    Przed świętami ciężko było mi znaleźć lot w dobrej cenie z krótkimi przesiadkami. Pomimo że lot był z Chicago przesiadkę mieliśmy w NYC, Dusseldorfie i na końcu Warszawa. Z Cincinnati miałabym jeszcze więcej przesiadek i postoje po 12 godzin. A tak lot mieliśmy o 12.00 w południe i o 12.00 w południe dnia następnego byliśmy w Warszawie. Zmęczeni jak to po takiej podróży ale szczęśliwi, że wreszcie w Polsce.

    Udaliśmy się po nasze torby. Nate przyjechała dość szybko, jedna z pierwszych toreb. Tata już był na lotnisku i na nasz czekał. Godzinę później mojej torby wciąż nie było. Może wcześniej zgłosiłabym się do biura rzeczy zagubionych, gdyby nie to, że nie wierzyłam do końca że mojej torby nie ma. Twardoo byłam przekonana, że torba gdzieś się zapodziała i zaraz przyjedzie. Niestety było jednak inaczej i po przeszło godzinie udałam się do biura. Byłam załamana, nie miałam ze sobą torby podręcznej bo nie chciałam się z nią męczyć podczas tych wszystkich przesiadek więc tak jak stałam tyle miałam. Na szczęście miałam plecak, który zawierał laptopa, pieniądze i wszystkie dokumenty. W mojej torbie były jednak wszystkie ciuchy i prezenty świąteczne dla całej rodziny. Cała ta sytuacja do mnie nie docierała co się stało. Co chwilę ktoś do mnie dzwonił i pytał co się stało a ja w śmiechu opowiadałam historie, a każdy "witamy w Polsce" :)


    Gdy udałam się do biura LOT zgłosić zaginięcie torby, zajęto się moją sprawą i miałam czekać na dalsze wydarzenia. Podałam im numer telefonu na który miałam dostać powiadomienia o postępach w sprawie.

     Dopiero następnego dnia, gdy nie miałam swoich ulubionych ciuchów do ubrania, ani kosmetyków, nic, zdałam sobie sprawę ile cennych rzeczy miałam w tej torbie. Moje wszystkie najlepsze kosmetyki plus najdroższe perfumy, moje ulubione ciuchy, które nawet jakbym chciała kupić jeszcze raz to już nie są w sprzedaży. Prezenty, nie wyobrażałam sobie biegać po mieście 3 dni przed świętami i kupować coś każdemu. Jak to przystało na przeciętnego użytkownika internetu zaczęłam szukać informacji na temat takich spraw. Okazało się, że jeżeli w przeciągu 48h torba się nie znajdzie to prawdopodobnie odleciała naklejka z numerem i już nie jest lotnisko w stanie zidentyfikować taką torbę. Ja czekałam już 50h więc moje nadzieje były już bardzo małe. Wśród wszystkich źle wróżących dla mnie artykułów znalazłam jeden, który mówił o odszkodowaniu. Oczywiście wiedziałam, że jeżeli torba się nie odnajdzie to dostane odszkodowanie, ale tutaj mowa była o odszkodowniu na zakup potrzebnych rzeczy podczas oczekiwania na torbę. Niektóre źródła mówiły, że można sobie coś kupić do $100 inne że więcej,
 


    Następnego dnia udałam się do centrum handlowego i zdałam sobie sprawę, że w PL za $100 to ciężko się obkupić. W Rossmannie na same podstawowe kosmetyki wydałam 150pln, później Nate namówił mnie jeszcze, żebym kupiła sobie perfumy, które mi się od jakiegoś czasu podobały. Wróciłam do Rossmanna po perfumy, później okazało się że tego dnia była w tym sklepie promocja, kup jedne perfumy, drugie dostaniesz gratis! W sklepie zero informacji na ten temat, przy kasie też mi baba nic nie powiedziała, że mogę iść wziąć drugie za darmo więc wyszłam z jednym flakonem. Moja siostra nie mogła przeżyć, że nikt mnie nie poinformował w sklepie o tej promocji więc zadzwoniła do sklepu i została poinformowana, że pracownicy nie muszą informować klienta o promocjach. A jak wyszłam z pierwszymi zakupami to wzięłam ulotkę i tam też nic nie było. W każdym razie to jest Polska, promocje o których się nie mówi, żeby tylko ludzie nie skorzystali.
Poszłam też do Reserve, kupiłam jedną bluzę i właściwie to już nawet na skarpetki mi nie starczyło. Nie chciałam wydawać więcej, bo bałam się że nic nie dostanę zwrotu i tyle będę z tego miała.



    Następnego ranka dostałam SMS, że znaleziono torbę, która wyglądem przypomina moją i mam im podać co dokładnie znajdowało się w środku. Zalogowałam się na stronę LOTu i dokładnie opisałam zawartość. Tak jak pisałam, przedmiot po przedmiocie coraz bardziej chciałam mięć tą torbę z powrotem. Zbyt wiele wartościowych rzeczy tam miałam. Kolejnego dnia dostałam telefon, że torba jedzie juz do mnie. Mój tata podał dokładny adres - Wielkopolska, po czym dostałam potwierdzenie, że torba jedzie do: Małopolska. Można? można!

     Wieczorem jednak torba zawitała pod moim domem, przywieziona przez prywatnego przewoźnika. W torbie niczego nie brakowało, wszystko było, łącznie z litrową butelką bourbonu i 3 butelkami piwa (Nate pomysł).

    Tydzień po moim powrocie do USA tj. 10 stycznia dostałam e-mail od LOT-u że moja reklamacja została uwzględniona i przyznano mi 396pln zwrotu na konto. Wszystko zakończyło się pozytywnie, ale kosztowało mnie to sporo stresu. Napisałam ten post, żebyście wiedzieli w razie zaginięcia waszej torby że przysługuje Wam "zapomoga" na okres czekania na torbę, więc skoro macie takie prawo to z niego korzystajcie!