środa, 24 stycznia 2018
To Juz Jest Koniec, Nie Ma Juz Nic, Jestesmy Wolni - Mamy Nowy Blog
Ze wzgledu, że nie jestem już au pair i nie podaje żadnych nowych przydatnych informacji przyszłym i obecnym au pair, postanowiłam zakończyć tutaj działalność. Może teraz uda mi się częściej pisać, gdyż będzie mi łatwiej pisać o wszystkim a nie skupiać się tylko na au pair-ish tematach.
Dziękuje każdemu kto kiedykolwiek odwiedził mój blog. Dziękuje wszystkim, którzy komentowali, wspomagali i hejtowali.Dziękuje mojej agencji PROWORK, dzięki której mogłam wyjechać do USA i spełnić swoje marzenie, przeżyć cudowny czas i poznać wspaniałych ludzi. Przeszło 5 lat wspólnej przygody dobiega końca w tym miejscu. Mam nadzieję, że ktoś jeszcze znajdzie tutaj przydatne informacje i podejmie właściwą decyzje w życiu i wyjedzie jako au pair
Wszystkiego Dobrego i Powodzenia!
moj nowy blog:
LINK: NOWY BLOG
poniedziałek, 8 stycznia 2018
Pierwszy Dzien Szkoly
Przerwa Świąteczna przeminęła jak mrugnięcie okiem. Miałam pracować dla hostki do Świąt Bożego Narodzenia. Młody oczywiście twierdził, że "nie wie" jak ustalić lekcje jazdy i zeszło mu to 2 miesiące. Później jedna klasa anulowana przez deszcz. Ale nauczyciel nie raczył Nas o tym poinformować. I druga klasa anulowana przez śnieg. Swoją drogą jeżeli, pada deszcz lub śnieg i anulowana jest jazda samochodem, nie wiem jak Ci młodzi kierowcy mają sobie niby później sami poradzić na drodze. Wyszło tak, że hostka poprosiła mnie bym została do końca stycznia. Oby ten styczeń nie przerodził się w styczeń 2019, choć jak patrze na młodego to on nie jest w ogóle gotów by samodzielnie istnieć, a ma już 15,5!
Oczywiście dałam hostce do zrozumienia, że mogę go jeszcze wozić, ale mam klasy w poniedziałki i środy do późna i nie będę mogła go odebrać do 5pm czasami do 6pm. Jakimś dziwnym cudem jej to nie przeszkadzało. Nawet młody stwierdził, że nie widzi problemu by zostać w szkole do 6pm. A jak przed Wielkanocą 2017 młody miał skrócone lekcje i chciał żebym go odebrała o 12.00 a ja powiedziałam, że nie mogę bo mam szkołę to hostka stwierdziła, że mam go odebrać bo ona mi za to płaci i ch**. Oczywiście nie dodała tego ostatniego słowa, ale tak dokładnie to było.
Dziś młody i ja mamy pierwszy dzień szkoły. I tak jak na początku semestru jesiennego zawalił się system w szkole i nie wiedziałam gdzie mam klasy bo mądra nie wydrukowałam planu tylko czekałam na ostatni dzień i lekcji nie było. Tak i dziś szkoła odwołana bo spadł śnieg i szybko zamienił się w lód na drogach. Przez ostatnie 2 tygodnie mieliśmy -15, -20 stopni, wiec jak wczoraj było 0 to aż człowiek zadowolony, że w końcu ciepło.
16 Lutego przeprowadzamy się do Naszego Pierwszego wspólnego apartamentu, który nie jest własnością hostki. Już się nie mogę doczekać, bo wreszcie hostka nie będzie miała klucza do tego mieszkania i nie będzie robiła mi jakiś wizyt od czasu do czasu. Nie będę musiała też wstawać wcześnie rano i wozić młodego lub zmieniać własnych planów, bo hostce się przypomniało że młody ma szachy za godzinę. Kupiliśmy sobie z Nate już też wakacje do Mexyku w maju z czego bardzo się ciesze. Co prawda byliśmy w Cancun rok temu (filmik się wciąż robi) to tym razem lecimy w inne miejsce. Nigdy wcześniej nie mogłam lecieć w maju ponieważ młody miał Szkołę a wszystkie miesiące nie-wakacyjne są duzo tańsze. Tak więc za $500 lecimy do Mexyku na 7 dni all inclusive, aż grzech było nie kupić :)
A co teraz robię ogólnie....?
głównie nadrabiam zaległości, oglądam SEX w Wielkim Mieście (nigdy wcześniej nie widziałam tego filmu a moja Natalia jest wielka fanka, wiec oglądam :) ). Czytam Karola Darwina, "O Powstaniu Gatunków" ponieważ ostatnio moja nauczycielka mi powiedziała, że nie mogę mieć własnej opinii na temat ewolucji jeżeli nie przeczytałam całej książki, tak wiec jade z tym. Póżniej zabieram sie za Freud'a i Marx'a. Ucze się dalej Rosyjskiego i od jakiegoś już czasu Japońskiego. Praktykuje jogę i rysuje (choc jestem bardzo slaba to robie to bo lubie).
i tak o, w wielkim skrócie bo dawno się nie słyszeliśmy ;)
piątek, 30 czerwca 2017
Najgorszy Powrót do Pracy po Wakacjach
Powroty po dłuższej przerwie nigdy nie były dla mnie łatwe. Nie dlatego, że przez okres nieobecnośći człowiek się rozleniwił, choć to też może mieć większe lub mniejsze znaczenie. Zawsze jak wracam do pracy czy szkoły po dłuższej przerwie mam wrażenie że strasznie dużo się zmieniło. Może to nie zawsze jest otoczenie, może jest to też moja osoba, która była w stanie zmienić się przez ten krótki okres.
Nie bede tutaj pisac o mojej pracy jako au pair. Moze jeszcze nie wszyscy wiecie, ale prawie dwa miesiace pracuje dla Amazon w Kentucky. Nie bede w tym poscie rozpisywać sie na temat pracy tam, bo tematyka jest inna.
Wczoraj byl moj pierwszy dzien pracy po siedmiodniowej przerwie. Bylam z Nate w Meksyku i spedzilismy cudowne wakacje (bedzie filmik). Wczoraj bylam troszke zestresowana powrotem do pracy, jak to czesto jest po dluzszej przerwie. Ale to co zastałam w pracy, zszokowało mnie bardziej niż się spodziewałam.
Podjeżdżam pod siedzibe amazon i już widzę zmiany. Kilka nowych znaków tuż przed amazon odnoście przejścia dla pieszych, ogrodzenie dookoła amazon, co?! taśma policyjna do okoła płotu ??!! no i znicze z kwiatami tuż obok przejścia dla pieszych!! dzwonie do Nate, ktory byl zmiane wczesniej w pracy (tak, on tez tam pracuje) czy wie co sie stało. Powiedział, że widział kilka samochodów policyjnych jak był w pracy, ale nic więcej nie wie.
Weszłam do pracy od razu jak zobaczyłam moją koleżankę zapytałam ją czy wie co się stało. Zdziwiła się, że nic nie wiem ponieważ tragedia wydażyła się siedem dni wcześniej zaraz po moim wyjściu z pracy. 20 lipca wyszłam z pracy, udałam się w stronę przejścia dla pieszych by dojść do samochodu. Wsiadłam, odjechałam, 2 minuty później na tych samych pasach została przejechana moja koleżanka z pracy. Została zabita na miejscu przez ciężarówkę z cementem. Najcudowniejsza i najmilsza kobieta w całym amazon i nie mówię tego tylko dlatego, że już jej nie ma i wypada się ładnie o zmarłych wypowiadać. Była cudowną kobietą. Całą zmianę nie mogłam się pozbierać, pomimo iż reszta już jakoś to przechodzi. Wiem że moja menadzerka ciężko to przechodzi pomimo iż jest już siedem dni po. Swoją drogą każdy przechodzi żałobę w inny sposób, więc nie po każdym widać. Atmosfera w pracy zupełnie inna, smutno, przygnębiająco aż się nie chce pracować.
Wiedziałam, że po wakacjach nie jest łatwo wrócić do pracy, ale takiego czegoś się nie spodziewałam. Pięć minut po moim wyjeżdżie z pracy, droga była zamknięta i reszta moich znajomych nie wróciła do domu przez następne cztery godziny. Kiedy ja pakowałam się do Meksyku i spędziłam tam cudowne wakacje, reszta moich znajomych przechodziła na prawdę ciężki czas, a ja nie byłam zupełnie niczego świadoma.
http://www.legacy.com/obituaries/nky/obituary.aspx?n=paula-newsom&pid=185873063&fhid=27727
Nie bede tutaj pisac o mojej pracy jako au pair. Moze jeszcze nie wszyscy wiecie, ale prawie dwa miesiace pracuje dla Amazon w Kentucky. Nie bede w tym poscie rozpisywać sie na temat pracy tam, bo tematyka jest inna.
Wczoraj byl moj pierwszy dzien pracy po siedmiodniowej przerwie. Bylam z Nate w Meksyku i spedzilismy cudowne wakacje (bedzie filmik). Wczoraj bylam troszke zestresowana powrotem do pracy, jak to czesto jest po dluzszej przerwie. Ale to co zastałam w pracy, zszokowało mnie bardziej niż się spodziewałam.
Podjeżdżam pod siedzibe amazon i już widzę zmiany. Kilka nowych znaków tuż przed amazon odnoście przejścia dla pieszych, ogrodzenie dookoła amazon, co?! taśma policyjna do okoła płotu ??!! no i znicze z kwiatami tuż obok przejścia dla pieszych!! dzwonie do Nate, ktory byl zmiane wczesniej w pracy (tak, on tez tam pracuje) czy wie co sie stało. Powiedział, że widział kilka samochodów policyjnych jak był w pracy, ale nic więcej nie wie.
Weszłam do pracy od razu jak zobaczyłam moją koleżankę zapytałam ją czy wie co się stało. Zdziwiła się, że nic nie wiem ponieważ tragedia wydażyła się siedem dni wcześniej zaraz po moim wyjściu z pracy. 20 lipca wyszłam z pracy, udałam się w stronę przejścia dla pieszych by dojść do samochodu. Wsiadłam, odjechałam, 2 minuty później na tych samych pasach została przejechana moja koleżanka z pracy. Została zabita na miejscu przez ciężarówkę z cementem. Najcudowniejsza i najmilsza kobieta w całym amazon i nie mówię tego tylko dlatego, że już jej nie ma i wypada się ładnie o zmarłych wypowiadać. Była cudowną kobietą. Całą zmianę nie mogłam się pozbierać, pomimo iż reszta już jakoś to przechodzi. Wiem że moja menadzerka ciężko to przechodzi pomimo iż jest już siedem dni po. Swoją drogą każdy przechodzi żałobę w inny sposób, więc nie po każdym widać. Atmosfera w pracy zupełnie inna, smutno, przygnębiająco aż się nie chce pracować.
Wiedziałam, że po wakacjach nie jest łatwo wrócić do pracy, ale takiego czegoś się nie spodziewałam. Pięć minut po moim wyjeżdżie z pracy, droga była zamknięta i reszta moich znajomych nie wróciła do domu przez następne cztery godziny. Kiedy ja pakowałam się do Meksyku i spędziłam tam cudowne wakacje, reszta moich znajomych przechodziła na prawdę ciężki czas, a ja nie byłam zupełnie niczego świadoma.
http://www.legacy.com/obituaries/nky/obituary.aspx?n=paula-newsom&pid=185873063&fhid=27727
czwartek, 15 czerwca 2017
czwartek, 8 czerwca 2017
Znam datę mojego ostatniego dnia jako 'au pair.'
Mimo iż nie jestem już oficjalnie au pair od prawie 3 latach, mimo to nie przestałam pracować dla mojej pierwszej i ostatniej host rodziny. Nikt nie nazywa mnie au pair, ale warunki na jakich jestem nie odbiegają od tych pierwotnych aż tak bardzo. Poza faktem, że hości zamiast płacić agencji płacą mi teraz za studia.
Ostatnio poznałam bardzo fajną dziewczynę, Klaudie. Nie zaskoczę Was mówiąc, że jest au pair. Raczej się już z au pair nie spotykam, głównie dlatego że nie należę do agencji i wszystkie dobrze mi znane au apir juz dawno wyjechały z Ohio. Klaudia jest z Chorwacji i po 2 latach pracy jako au pair też postanowiła zostać dłużej i iść na studia. Miała bardzo dużo pytań, a że ja jestem juz w tym temacie bardzo ogarnięta to oczywiście dałam kilka dobrych rad.
Jedną z rzeczy jakie Klaudia mi powiedziała to data, koniec lata 2018 do kiedy to będzie ona pracować dla swojej hostki. Zdałam sobie sprawę, że jej zazdroszczę że zna date i jest świadoma co będzie musiała zrobić po zakończeniu pracy. Ja powiedziałam Klaudii, że nie wiem do kiedy będę pracować, że choć chciałabym wiedzieć tak z jednej strony dobrze żyć niewiedzą.
Cóż, pojechałam do domu, długo myślałam i stwierdziłam, że jestem gotowa by sama otrzymać 'owa date.' Zbierałam się kilka razy, ale nie potrafiłam. Nie wiem czy stres czy raczej świadomość iż ten czas jest póki co czymś absolutnym nie pozwalał mi zadać tego pytania. Jednego dnia jednak hostka przyjechała do domu i na tyle jej samochodu widziałam napis "student driver." Trochę mnie to zdenerwowało ponieważ, nikt mnie nie poinformował, że młody chodzi na prawko związku z czym wkrótce nie będę mieć pracy. Zadzwoniłam do hostki i zapytałam wprost, do kiedy chce bym dla niej pracowała. Zdziwiła się pytaniem i zapytała, dlaczego się o to pytam. Po pierwsze myślę, że to ważne pytanie i że powinnam znać na nie odpowiedź a nie udawać, że temat nie istnieje. Powiedziałam, że widziałam naklejkę na samochodzie. Hostka powiedziała, że prawo jazdy młody będzie miał we wrześniu! To jest kuźwa raptem za 3 miesiące, a oni nie raczyli mi powiedzieć wcześniej. Mimo to hostka powiedziała, że młody będzie świeżym kierowcą i wolałaby gdybym jeszcze przez jesień z nim jeździła do szkoły. Więc zapytałam, czy w takim razie Święta Bożego Narodzenia to jest czas do kiedy ona chce żebym pracowała? Powiedziała TAK! Oficjalnie pracuje, dla moich hostów do końca 2017 roku. Poczułam ulgę odkładając słuchawkę. Po pierwsze to nie we wrześniu mam już żyć na własną rękę, ale jeszcze mam kilka ekstra miesięcy. A po drugie znam datę, czuję że pewny etap w moim życiu się po woli kończy. Trochę mnie to stresuje ponieważ, trochę mnie tu rozpieszczono pomimo różnych problemów po drodze i stresów. Teraz wraz z Nate będziemy zdani sami na siebie, ale myślę że już najwyższy czas. Ciesze się, że w wiosennym semestrze będę mogła wziąć klasy jakie będę chciała i nie będę się stresować że młodego będę musiała odebrać czy coś podobnego. Może nawet wybiorę się na study abroad, które zawsze chciałam a nie mogłam bo młody chodził jeszcze do szkoły i musiałam go wozić. Jakby nie miało być na pewno będzie inaczej. Jedne drzwi się zamykają inne się otwierają. Zresztą sama Wam ostatnio pisałam, że będę pracować do grudnia i spadam bo już mam dosyć. Los pomógł mi zrealizować moje plany i mam nadzieję, że przyniesie mi wiele wspaniałych możliwość tak jak to było to do tej pory.
środa, 3 maja 2017
Koniec Semestru
Kolejny semestr za mną. Ciągnął się niesamowicie, pomimo że niektóre klasy miałam bardzo ciekawe jak na przykład, Współczesny Izrael czy Cyber Bepieczeństwo, to reszta przedmiotów mnie nudziła na śmierć. I tak ten semestr zakończył się czterema A i jednym B, wiec jest dobrze. W tym roku zdecydowałam się wsiąść semestr letni. Mimo iż moja host mama nie płaci mi za ten semestr, sama zdecydowałam się go opłacić i szybciej mieć wszystko z głowy. A że przedmioty na które się zapisałam są online, to nie będzie mi to przeszkadzało z przewożeniem młodego.
Nie mam szkoły od 3 dni i tak jak bardzo czekałam na ten czas i odliczałam tygodnie, tak teraz mam zbyt dużo wolnego czasu. Jestem świadoma, że za tydzień zaczynam nowy semestr, ale mam tylko 3 klasy, wiec żyje nadzieją że nie będzie tak źle. Zaczęłam wiec uczyć się języka rosyjskiego i hiszpańskiego. Za niecałe 2 miesiące jedziemy do Cancun więc mam nadzieję, że będę mogła poćwiczyć. Wróciłam również do Yogi i zupełnie zapomniałam jak bardzo lubię Yogę. Nate też wkręciłam i jest bardzo zadowolony. Tydzień temu byłam na spotkaniu do pracy w Amazon. Nazwałabym to rozmową kwalifikacyjną, ale poza zrobieniem testem na używki nikt mnie o nic nie zapytał. Mam nadzieję, że uda mi się tam rozpocząć pracę w najbliższych tygodniach. Złożyłam wiosek na pół etatu od 11:30-3:30 na nocną zmianę, więc mam nadzieję że uda mi się to pogodzić ze szkoła i moją drugą pracą. Zdecydowałam się złożyć tam wniosek ponieważ po 1. potrzebuje więcej $ co jest oczywiste a po 2, zamierzam w końcu oddzielić się od mojej host rodziny na koniec roku, więc chcę mieć odłożone trochę $$$. Będę Was informować jak się sprawy mają.
Od jakiegoś czasu, kontakt między mną a moją hostką zmienił sie. Nie wiem czy to dlatego, że już za długo tutaj pracuje i hostka myśli, że nie wiadomo co zrobi ja będę tutaj pracować do końca życia. Czy może fakt iż moje host dziecko zmienia płeć, odbija się na mojej osobie. Nie wiem co to, ale wiem, że limit wytrzymałości mam już daleko poza granicami.
A z takich bardziej pozytywnych informacji to Nate się obronił i skończył szkołę. Chciałam Wam nagrać vloga z tego dnia, ale jak widzieliście na Instagramie, pogoda nam nie dopisała. Szukamy teraz miejsca gdzie możemy urządzić Nate imprezę i opić te wszystkie stresy.
Nie mam szkoły od 3 dni i tak jak bardzo czekałam na ten czas i odliczałam tygodnie, tak teraz mam zbyt dużo wolnego czasu. Jestem świadoma, że za tydzień zaczynam nowy semestr, ale mam tylko 3 klasy, wiec żyje nadzieją że nie będzie tak źle. Zaczęłam wiec uczyć się języka rosyjskiego i hiszpańskiego. Za niecałe 2 miesiące jedziemy do Cancun więc mam nadzieję, że będę mogła poćwiczyć. Wróciłam również do Yogi i zupełnie zapomniałam jak bardzo lubię Yogę. Nate też wkręciłam i jest bardzo zadowolony. Tydzień temu byłam na spotkaniu do pracy w Amazon. Nazwałabym to rozmową kwalifikacyjną, ale poza zrobieniem testem na używki nikt mnie o nic nie zapytał. Mam nadzieję, że uda mi się tam rozpocząć pracę w najbliższych tygodniach. Złożyłam wiosek na pół etatu od 11:30-3:30 na nocną zmianę, więc mam nadzieję że uda mi się to pogodzić ze szkoła i moją drugą pracą. Zdecydowałam się złożyć tam wniosek ponieważ po 1. potrzebuje więcej $ co jest oczywiste a po 2, zamierzam w końcu oddzielić się od mojej host rodziny na koniec roku, więc chcę mieć odłożone trochę $$$. Będę Was informować jak się sprawy mają.
Od jakiegoś czasu, kontakt między mną a moją hostką zmienił sie. Nie wiem czy to dlatego, że już za długo tutaj pracuje i hostka myśli, że nie wiadomo co zrobi ja będę tutaj pracować do końca życia. Czy może fakt iż moje host dziecko zmienia płeć, odbija się na mojej osobie. Nie wiem co to, ale wiem, że limit wytrzymałości mam już daleko poza granicami.
A z takich bardziej pozytywnych informacji to Nate się obronił i skończył szkołę. Chciałam Wam nagrać vloga z tego dnia, ale jak widzieliście na Instagramie, pogoda nam nie dopisała. Szukamy teraz miejsca gdzie możemy urządzić Nate imprezę i opić te wszystkie stresy.
piątek, 20 stycznia 2017
✈ Zagubiony Bagaż ✈
Tym razem kupiłam bilety z Chicago, były tańsze o $1000 więc stwierdziłam, że nawet jak wynajmę samochód to zaoszczędzę. Wynajęłam hotel dzień wcześniej, żeby to wypoczętym wstać na lot, który miał być o 12 w południe. Uznałam, że lepiej zapłacić ekstra za hotel niż wyjechać z Cincinnati o 4 rano i przez 5 godzin jechać przez dwa stany.
W dzień wyjazdu tj. 16 grudnia okazało się, że w Chicago jest śnieg i z wynajętego samochodu za $70 zrobiło się $170. Musiałam dopłacić za samochód z napędem na cztery koła i z większą mocą silnika. żeby to szczęśliwie do Chicago dojechać. Plan był żeby wyjechać o 14.00 gdyż Sylwia chciała jeszcze wykręcić za Chicago i zrobić sobie zdjęcie z "domem" Kevina. Z Nate jak to z Nate, dobrze że udało nam sie wyjechać o 20.00. Ja byłam pierwszym kierowcą, przez Ohio jak i połowę Indiany przejechałam bez większych problemów. Po prawie 3 godzinach jazdy czułam się świetnie i mogłam dalej jechać. Niestety zastała nas straszna burza śnieżna i drogi były strasznie zasypane. Nasza droga przedłużyła się z 5 godzin do 8, całe szczęście że wyjechaliśmy wcześniej.
Jako że rzadko bywam w Chicago kompletnie zapomniałam o tamtejszych płatnych bramkach. Z jednej strony się nawet ucieszyłam, bo wreszcie mogłam się pozbyć ciążących mi w portfelu drobnych. Bramki kosztowały $1,50, 3 pierwsze bramki posiadały ludzi więc mogłam dać drobne i jak coś otrzymać resztę. Pod koniec drogi okazało się że ostatnia bramka nie posiadała człowieka i skończyły mi się drobne (jak na złość) i można było wrzucić tylko monety. Wyskrobaliśmy z Nate 1,25$ ale to nie wystarczyło. Później musiałam zrobić przelew online, żeby mandatu nie dostać, a że nie wiedziałam dokładnie jaka to była bramka musiałam zapłacić $6 za wszystkie bramki.
Musieliśmy oddać samochód, odczekać na transport na lotnisku i z lotniska do hotelu. Koniec końców w hotelu byliśmy o 5 rano a na samolot musieliśmy wstać 8, więc tyle z mojego wyspania się.
Przed świętami ciężko było mi znaleźć lot w dobrej cenie z krótkimi przesiadkami. Pomimo że lot był z Chicago przesiadkę mieliśmy w NYC, Dusseldorfie i na końcu Warszawa. Z Cincinnati miałabym jeszcze więcej przesiadek i postoje po 12 godzin. A tak lot mieliśmy o 12.00 w południe i o 12.00 w południe dnia następnego byliśmy w Warszawie. Zmęczeni jak to po takiej podróży ale szczęśliwi, że wreszcie w Polsce.
Udaliśmy się po nasze torby. Nate przyjechała dość szybko, jedna z pierwszych toreb. Tata już był na lotnisku i na nasz czekał. Godzinę później mojej torby wciąż nie było. Może wcześniej zgłosiłabym się do biura rzeczy zagubionych, gdyby nie to, że nie wierzyłam do końca że mojej torby nie ma. Twardoo byłam przekonana, że torba gdzieś się zapodziała i zaraz przyjedzie. Niestety było jednak inaczej i po przeszło godzinie udałam się do biura. Byłam załamana, nie miałam ze sobą torby podręcznej bo nie chciałam się z nią męczyć podczas tych wszystkich przesiadek więc tak jak stałam tyle miałam. Na szczęście miałam plecak, który zawierał laptopa, pieniądze i wszystkie dokumenty. W mojej torbie były jednak wszystkie ciuchy i prezenty świąteczne dla całej rodziny. Cała ta sytuacja do mnie nie docierała co się stało. Co chwilę ktoś do mnie dzwonił i pytał co się stało a ja w śmiechu opowiadałam historie, a każdy "witamy w Polsce" :)
Gdy udałam się do biura LOT zgłosić zaginięcie torby, zajęto się moją sprawą i miałam czekać na dalsze wydarzenia. Podałam im numer telefonu na który miałam dostać powiadomienia o postępach w sprawie.
Dopiero następnego dnia, gdy nie miałam swoich ulubionych ciuchów do ubrania, ani kosmetyków, nic, zdałam sobie sprawę ile cennych rzeczy miałam w tej torbie. Moje wszystkie najlepsze kosmetyki plus najdroższe perfumy, moje ulubione ciuchy, które nawet jakbym chciała kupić jeszcze raz to już nie są w sprzedaży. Prezenty, nie wyobrażałam sobie biegać po mieście 3 dni przed świętami i kupować coś każdemu. Jak to przystało na przeciętnego użytkownika internetu zaczęłam szukać informacji na temat takich spraw. Okazało się, że jeżeli w przeciągu 48h torba się nie znajdzie to prawdopodobnie odleciała naklejka z numerem i już nie jest lotnisko w stanie zidentyfikować taką torbę. Ja czekałam już 50h więc moje nadzieje były już bardzo małe. Wśród wszystkich źle wróżących dla mnie artykułów znalazłam jeden, który mówił o odszkodowaniu. Oczywiście wiedziałam, że jeżeli torba się nie odnajdzie to dostane odszkodowanie, ale tutaj mowa była o odszkodowniu na zakup potrzebnych rzeczy podczas oczekiwania na torbę. Niektóre źródła mówiły, że można sobie coś kupić do $100 inne że więcej,
Następnego dnia udałam się do centrum handlowego i zdałam sobie sprawę, że w PL za $100 to ciężko się obkupić. W Rossmannie na same podstawowe kosmetyki wydałam 150pln, później Nate namówił mnie jeszcze, żebym kupiła sobie perfumy, które mi się od jakiegoś czasu podobały. Wróciłam do Rossmanna po perfumy, później okazało się że tego dnia była w tym sklepie promocja, kup jedne perfumy, drugie dostaniesz gratis! W sklepie zero informacji na ten temat, przy kasie też mi baba nic nie powiedziała, że mogę iść wziąć drugie za darmo więc wyszłam z jednym flakonem. Moja siostra nie mogła przeżyć, że nikt mnie nie poinformował w sklepie o tej promocji więc zadzwoniła do sklepu i została poinformowana, że pracownicy nie muszą informować klienta o promocjach. A jak wyszłam z pierwszymi zakupami to wzięłam ulotkę i tam też nic nie było. W każdym razie to jest Polska, promocje o których się nie mówi, żeby tylko ludzie nie skorzystali.
Poszłam też do Reserve, kupiłam jedną bluzę i właściwie to już nawet na skarpetki mi nie starczyło. Nie chciałam wydawać więcej, bo bałam się że nic nie dostanę zwrotu i tyle będę z tego miała.
Następnego ranka dostałam SMS, że znaleziono torbę, która wyglądem przypomina moją i mam im podać co dokładnie znajdowało się w środku. Zalogowałam się na stronę LOTu i dokładnie opisałam zawartość. Tak jak pisałam, przedmiot po przedmiocie coraz bardziej chciałam mięć tą torbę z powrotem. Zbyt wiele wartościowych rzeczy tam miałam. Kolejnego dnia dostałam telefon, że torba jedzie juz do mnie. Mój tata podał dokładny adres - Wielkopolska, po czym dostałam potwierdzenie, że torba jedzie do: Małopolska. Można? można!
Wieczorem jednak torba zawitała pod moim domem, przywieziona przez prywatnego przewoźnika. W torbie niczego nie brakowało, wszystko było, łącznie z litrową butelką bourbonu i 3 butelkami piwa (Nate pomysł).
Tydzień po moim powrocie do USA tj. 10 stycznia dostałam e-mail od LOT-u że moja reklamacja została uwzględniona i przyznano mi 396pln zwrotu na konto. Wszystko zakończyło się pozytywnie, ale kosztowało mnie to sporo stresu. Napisałam ten post, żebyście wiedzieli w razie zaginięcia waszej torby że przysługuje Wam "zapomoga" na okres czekania na torbę, więc skoro macie takie prawo to z niego korzystajcie!
W dzień wyjazdu tj. 16 grudnia okazało się, że w Chicago jest śnieg i z wynajętego samochodu za $70 zrobiło się $170. Musiałam dopłacić za samochód z napędem na cztery koła i z większą mocą silnika. żeby to szczęśliwie do Chicago dojechać. Plan był żeby wyjechać o 14.00 gdyż Sylwia chciała jeszcze wykręcić za Chicago i zrobić sobie zdjęcie z "domem" Kevina. Z Nate jak to z Nate, dobrze że udało nam sie wyjechać o 20.00. Ja byłam pierwszym kierowcą, przez Ohio jak i połowę Indiany przejechałam bez większych problemów. Po prawie 3 godzinach jazdy czułam się świetnie i mogłam dalej jechać. Niestety zastała nas straszna burza śnieżna i drogi były strasznie zasypane. Nasza droga przedłużyła się z 5 godzin do 8, całe szczęście że wyjechaliśmy wcześniej.
Jako że rzadko bywam w Chicago kompletnie zapomniałam o tamtejszych płatnych bramkach. Z jednej strony się nawet ucieszyłam, bo wreszcie mogłam się pozbyć ciążących mi w portfelu drobnych. Bramki kosztowały $1,50, 3 pierwsze bramki posiadały ludzi więc mogłam dać drobne i jak coś otrzymać resztę. Pod koniec drogi okazało się że ostatnia bramka nie posiadała człowieka i skończyły mi się drobne (jak na złość) i można było wrzucić tylko monety. Wyskrobaliśmy z Nate 1,25$ ale to nie wystarczyło. Później musiałam zrobić przelew online, żeby mandatu nie dostać, a że nie wiedziałam dokładnie jaka to była bramka musiałam zapłacić $6 za wszystkie bramki.
Musieliśmy oddać samochód, odczekać na transport na lotnisku i z lotniska do hotelu. Koniec końców w hotelu byliśmy o 5 rano a na samolot musieliśmy wstać 8, więc tyle z mojego wyspania się.
Przed świętami ciężko było mi znaleźć lot w dobrej cenie z krótkimi przesiadkami. Pomimo że lot był z Chicago przesiadkę mieliśmy w NYC, Dusseldorfie i na końcu Warszawa. Z Cincinnati miałabym jeszcze więcej przesiadek i postoje po 12 godzin. A tak lot mieliśmy o 12.00 w południe i o 12.00 w południe dnia następnego byliśmy w Warszawie. Zmęczeni jak to po takiej podróży ale szczęśliwi, że wreszcie w Polsce.
Udaliśmy się po nasze torby. Nate przyjechała dość szybko, jedna z pierwszych toreb. Tata już był na lotnisku i na nasz czekał. Godzinę później mojej torby wciąż nie było. Może wcześniej zgłosiłabym się do biura rzeczy zagubionych, gdyby nie to, że nie wierzyłam do końca że mojej torby nie ma. Twardoo byłam przekonana, że torba gdzieś się zapodziała i zaraz przyjedzie. Niestety było jednak inaczej i po przeszło godzinie udałam się do biura. Byłam załamana, nie miałam ze sobą torby podręcznej bo nie chciałam się z nią męczyć podczas tych wszystkich przesiadek więc tak jak stałam tyle miałam. Na szczęście miałam plecak, który zawierał laptopa, pieniądze i wszystkie dokumenty. W mojej torbie były jednak wszystkie ciuchy i prezenty świąteczne dla całej rodziny. Cała ta sytuacja do mnie nie docierała co się stało. Co chwilę ktoś do mnie dzwonił i pytał co się stało a ja w śmiechu opowiadałam historie, a każdy "witamy w Polsce" :)
Gdy udałam się do biura LOT zgłosić zaginięcie torby, zajęto się moją sprawą i miałam czekać na dalsze wydarzenia. Podałam im numer telefonu na który miałam dostać powiadomienia o postępach w sprawie.
Dopiero następnego dnia, gdy nie miałam swoich ulubionych ciuchów do ubrania, ani kosmetyków, nic, zdałam sobie sprawę ile cennych rzeczy miałam w tej torbie. Moje wszystkie najlepsze kosmetyki plus najdroższe perfumy, moje ulubione ciuchy, które nawet jakbym chciała kupić jeszcze raz to już nie są w sprzedaży. Prezenty, nie wyobrażałam sobie biegać po mieście 3 dni przed świętami i kupować coś każdemu. Jak to przystało na przeciętnego użytkownika internetu zaczęłam szukać informacji na temat takich spraw. Okazało się, że jeżeli w przeciągu 48h torba się nie znajdzie to prawdopodobnie odleciała naklejka z numerem i już nie jest lotnisko w stanie zidentyfikować taką torbę. Ja czekałam już 50h więc moje nadzieje były już bardzo małe. Wśród wszystkich źle wróżących dla mnie artykułów znalazłam jeden, który mówił o odszkodowaniu. Oczywiście wiedziałam, że jeżeli torba się nie odnajdzie to dostane odszkodowanie, ale tutaj mowa była o odszkodowniu na zakup potrzebnych rzeczy podczas oczekiwania na torbę. Niektóre źródła mówiły, że można sobie coś kupić do $100 inne że więcej,
Następnego dnia udałam się do centrum handlowego i zdałam sobie sprawę, że w PL za $100 to ciężko się obkupić. W Rossmannie na same podstawowe kosmetyki wydałam 150pln, później Nate namówił mnie jeszcze, żebym kupiła sobie perfumy, które mi się od jakiegoś czasu podobały. Wróciłam do Rossmanna po perfumy, później okazało się że tego dnia była w tym sklepie promocja, kup jedne perfumy, drugie dostaniesz gratis! W sklepie zero informacji na ten temat, przy kasie też mi baba nic nie powiedziała, że mogę iść wziąć drugie za darmo więc wyszłam z jednym flakonem. Moja siostra nie mogła przeżyć, że nikt mnie nie poinformował w sklepie o tej promocji więc zadzwoniła do sklepu i została poinformowana, że pracownicy nie muszą informować klienta o promocjach. A jak wyszłam z pierwszymi zakupami to wzięłam ulotkę i tam też nic nie było. W każdym razie to jest Polska, promocje o których się nie mówi, żeby tylko ludzie nie skorzystali.
Poszłam też do Reserve, kupiłam jedną bluzę i właściwie to już nawet na skarpetki mi nie starczyło. Nie chciałam wydawać więcej, bo bałam się że nic nie dostanę zwrotu i tyle będę z tego miała.
Następnego ranka dostałam SMS, że znaleziono torbę, która wyglądem przypomina moją i mam im podać co dokładnie znajdowało się w środku. Zalogowałam się na stronę LOTu i dokładnie opisałam zawartość. Tak jak pisałam, przedmiot po przedmiocie coraz bardziej chciałam mięć tą torbę z powrotem. Zbyt wiele wartościowych rzeczy tam miałam. Kolejnego dnia dostałam telefon, że torba jedzie juz do mnie. Mój tata podał dokładny adres - Wielkopolska, po czym dostałam potwierdzenie, że torba jedzie do: Małopolska. Można? można!
Wieczorem jednak torba zawitała pod moim domem, przywieziona przez prywatnego przewoźnika. W torbie niczego nie brakowało, wszystko było, łącznie z litrową butelką bourbonu i 3 butelkami piwa (Nate pomysł).
Tydzień po moim powrocie do USA tj. 10 stycznia dostałam e-mail od LOT-u że moja reklamacja została uwzględniona i przyznano mi 396pln zwrotu na konto. Wszystko zakończyło się pozytywnie, ale kosztowało mnie to sporo stresu. Napisałam ten post, żebyście wiedzieli w razie zaginięcia waszej torby że przysługuje Wam "zapomoga" na okres czekania na torbę, więc skoro macie takie prawo to z niego korzystajcie!
wtorek, 6 grudnia 2016
Coraz Bliżej Święta
Dziś są Mikołajki i kompletnie o tym fakcie zapomniałam, na szczęście mam facebook, który mi o takich dniach przypomina. Może nie do końca sam facebook jako strona internetowa, ale moi znajomi, którzy już się pochwalili jakie to prezenty mikołaj nie przyniósł ich dzieciom. Aż par butów brakowało by się ta sterta prezentów zmieściła. Ja pamiętam jak mi Mikołaj w bucie przynosił, albo jajko niespodziankę albo batona z mandarynkami i człowiek się cieszył jak głupi. Widocznie dzisiejsze dzieci mają większe wymagania co do Mikołaja. Rozumiem, że pod choinką będą w takim razie czekać laptopy i tablety.
Chciałabym przeżyć święta takie jak mi mama opowiadała. Kiedy to na choince były prawdziwe świeczki, mikołaj przyniósł po jednej zabawce i do kolejnych świąt człowiek jej nie odkładał na sekundę. Mięsa i potrawy były szczególnie doceniane, gdyż nie często pozwalano sobie na takie rarytasy.
Ja mam bardzo miłe i ciepłe wspomnienia z świąt w domu mojej babci. Zawsze zjeżdżała się cała rodzina, po kolacji przychodził Mikołaj, by otrzymać prezent trzeba było powiedzieć wierszyk, albo zaśpiewać kolędę. Ja z moimi kuzynami zawsze miałam misję by odgadnąć kto jest przebrany za Mikołaja. Pomimo że był to któryś z moich wujków lub kuzynów, ten strój jak i maska trochę mnie przerażały. Od kiedy spędzam święta w USA, święta dla mnie nie mają takiego samego klimatu. Nawet gdy dostaję bardzo ładne i drogie prezenty nic nie jest mi wstanie wynagrodzić brak rodziny i klimatu polskich świąt. Kompletnie nie rozumiem moich koleżankę au pair, które mi mówią że "w dupie mają polskie tradycje" i że "dużo lepiej spędza się święta z host rodzina niż wlasnymi rodzicami." Jest mi przykro, że nie każdy ma lub miał możliwość przeżyć tak wspaniałe i rodzinne Święta jak ja to zapamiętałam. Od kiedy przyjechałam do USA święta to dla mnie głównie czas depresji (jak już kiedyś wspominałam) i nic mnie nie cieszy, nawet świąteczne piosenki. Ze względu, że już 3 lata nie byłam w PL na święta postanowiłam to zmienić i kupiłam bilety do PL. Hostka jak zawsze dała mi wolne. Musze dużo bardziej docenić pracę au pair bo nie wiem jaka inna praca pozwoli mi na wzięcie 3 wakacji w ciągu roku o długości 2 miesięcy :) Za tydzień lecimy, będą to pierwsze Święta Nate w PL jak i urodziny, bo urodził się 25 grudnia. Mam nadzieję, że spadnie śnieg i klimat świąt jest taki sam jak zapamiętałam go 4 lata temu.
W niedziele byliśmy na Wigilii zorganizowaną przez Polonię w Cincinnati. Ogólnie to nie miałam ochoty iść, ale hostka kupiła nam bilety to już poszliśmy. Miło jest spędzić taki rodzaj świąt w gronie rodaków jak się nie jedzie na święta aczkolwiek jedzenie nie powalało.
czwartek, 1 grudnia 2016
Prezenty dla HOSTOW
Już dawno nie pisałam nic na temat hostów czy programu au pair. Wciąż pracuję dla mojej host rodziny i tyle zmian nastało od mojego pierwszego dnia przyjazdu, że masakra. Może Wam kiedyś opowiem co i jak, ale jeszcze nie teraz. Mało piszę o au pair sprawach, bo już mnie to szczerze nie jara i nie mam wiele w tej kwesti do powiedzenia :) Ze względu, że zbiżają się jednak święta i dopiero teraz odkryłam co ciekawego można znaleźć w Walmart dla rodziny postanowiłam się z Wami tym podzielić.
Od zawsze miałam problem co kupić mojej host rodzinie, główie ze względu że bogaci ludzie zazwyczaj wszystko mają, a jak nie posiadają czegoś to już pewnie przesyłka jest w drodze. Mimo wszytsko zawsze starałam się dopasować prezent dla każdego jak tylko potrafiłam. Niestety moje zaangażowanie i chęć sprawienia komuś miłego prezentu nie bardzo przynosiły efekt jak do tej pory. Hostka jak otworzy prezent to zawsze jest ........ cisza. Nic nie skomentuje, ani czy ładne czy się podoba, nic. Później widzę jej prezent u Heleny w pokoju, bo widocznie nie dogodziłam. Helena kiedyś była wielką fanką Elvisa, miała dość sporą kolekcje jego płyt winylowych. Wiedziałam, że kolejna płyta mogłaby sprawić jej radość. Cztery lata temu $30 na prezent dla jednej osoby to była dla mnie, dla au pair strasznie dużo, ale wiedziałam że się ucieszy i to się liczyło. Sprawdziłam całą jej kolejcje zanim poszłam do sklepu i kupiłam takiej jakiej jeszcze nie miała. Mimo to, gdy otrzymała prezent powiedziała, że rzekomo już taką posiada. Jakoś zniosłabybm rozczarowanie, że mój prezent nie przyniósł jej radości jakiej się spodziewałam, ale kiedy kilka dni później wręczyła mi ową płytę wraz z adresem i kazała wysłać "na mój koszt" do swojej koleżanki do NJ to myślałam, że się popłaczę. Moje uczucia były zdeptane i pozostawione na pastwę losu. Już chyba większej przykrości nie mogła mi sprawić. Ze względu, ze młody jest mądrym i małym człwiekiem (mówie o 4 latach wstecz) postanowiłam kupic mu mikroskop. Nie wiem dlaczego, ale pamietałam, ze gdy byłam mała i mój kuzyn otrzymał od mikołaja taki mikroskop byłam strasznie zazdrosna. Zawsze chciałam taki mieć i stwierdziłam, że to jest rewelacyjny prezent dla kogoś kto kocha National Geographic itp. Kupiłam mu mikroskop za ok $30-$40 w tj.maxx. Nawet nie otworzył, do dziś leży zamknięty w piwnicy :( Host to już była w ogóle masakra coś mu kupic, Bo tak jak kobiecie czy dzieciakom łatwiej jest dogodzić (choć mi i tak się nie udało) mężczyzna to już w ogóle wyzwanie. Kupiłam mu jakiś tam krawat z bałwanem za $8, nic specjalnego. Gdybyście zobaczyli jego radość, aż poszedł wszytskim pokazać i się pochwalić. W następnych latach również on był jedyną osobą, która nie ważne co, zawsze szczerze potrafiła podziękować za prezent. Nawet jak pewnego roku zostawiłam prezenty pod choinką i nie było mnie gdy je wszyscy otwierali, tylko host przyszedł do mnie po mnim powrocie i szczerze podziękował. Następne swiąteczne prezenty również nie zadowoliły reszty oczywiście poza hostem. W tym roku postanowiłam się nie wysilać, ani nie tracić dużo $$, bo każdy ma to gdzieś a host będzie się cieszył z byle czego.
Ostatnio trafiłam przypadkiem do Walmart, bardzo rzadko tam bywam, wiec bardzo miło sie zaskoczyłam. Po pierwsze tydzień po Halloween wszytskie stroje były 90% off i obkupiłam moje dzieciątka (dzieci moich sióstr ) w stroje po $1- $2,50. Już wtedy były wystawione zestawy świątczene, które mnie mega zaskoczyły. Ostatnio widziałam na facebooku, że większość z Was poleca książki ze zdjęciami jako prezent dla rodziny, jeśli jednak macie tak doceniającą prezenty rodzinę jak ja możecie udać się do Walmart. I tu macie co tam można znaleźć,

$12
$5
$14,30
dużo ogólnie mają Starbucks zestawów
$15
$9
$17
$10
$5
$10
$10
$10
$15
$20
$20
$14
$24
$24
I dużo, dużo więcej, ale nie będę tutaj kopiować całego asortymentu. Również fajnym prezentem może być prezent z inicjałami lub imieniem host rodziny, takie prezenty można dostać na amazon, groupn i wiele innych. Groupon też ma czasami dobre ceny, więc tam też mozecie coś ciekawego poszukać.
Mam nadzieję, że prezenty Wam się podobają tak jak mnie i znajdziecie coś ciekawego dla swoich hostów, a oni to docenią lub chociaż będą udawac że doceniają :)
*za jakiekolwiek błędy ortograficzne przepraszam, ale już tak bywa :)
niedziela, 2 października 2016
piątek, 9 września 2016
To już prawie 4 lata w USA
Gdy zaczyna się szkoła, zaraz potem przychodzi jesień i deszcz. Nigdy nie lubiłam początku września, pomimo że właśnie wtedy są moje urodziny, ale bardzo kocham deszcz. Dźwięk opadających kropli zawsze mnie uspokaja i przynosi wspaniałe wspomnienia. Od małego ja i moja cała rodzina spędzaliśmy mnóstwo czasu na zewnątrz, ale tylko deszcz potrafił zatrzymać nas w domu i miło spędzić czas razem. Nie wiem czemu ludzie dziwią się, że kocham deszcz, przecież to właśnie wtedy nie jest ani za gorąco ani za zimno jest po prostu mokro.
Wraz z jesienią pojawia się zwiększona depresja wśród ludzi.
Myślę, że nie jest ona tyle wywołana pogodą co może faktem powrotów do szkoły,
które nam się tak źle kojarzą. Tym razem i mnie dopadła depresja. Za dwa
tygodnie minie mi 4 lata od kiedy wyleciałam do USA. A wraz z zbliżającą się
data, narastają analizy w mojej głowie, myśli, co by było gdyby? po co?
Kolejnym powodem mojej depresji jest fakt iż większość
dziewczyn, które zaczynały razem ze mną wyprawę, lub chwilkę przede mną a nawet
te wszystkie osoby po mnie, juz są gdzieś indziej. Już nie piszą blogow, juz
nie podróżują po USA i nie zwiedzają najbardziej interesujących kontów Amerykii.
Tęsknie za Natalią, której już tu nie ma prawie 3 lata, a tak wiele piosenek mi
ją przypominają. Ostatnio nawet weszłam na forum au pair, które tak zawzięcie
śledziłam przed i w trakcie programu. Ku mojemu zdziwiewniu, nikt tam nie
napisał nic nowego od przeszło roku, ale dlaczego?
Mam takie wrażenie, że każdy już zapomniał o programie au pair
i ma cudowne życie, a mi zatrzymał się czas. Przeszło trzy lata zajęło mi
ogarnięcie, że Ohio sucks! Może to nie samo Ohio, ale USA mnie zmieniły i juz
nie chce tu byc. Już jestem zbyt długo w jednym miejscu. Potrzebuje zmiany
otoczenia, a częste wakacje juz mi nie wystarczają. Myślę, że ta depresja
najbardziej właśnie jest spowodowana miejscem zamieszkania. Również i tym, że
wciąż pracuje dla mojej host rodziny i pomimo, że jest cudownie, juz chyba mam
tego za wiele.
Dziwicie się że często nie pisze, ale mało kto juz czyta. Ja
tez juz praktycznie nie czytam(blogów), bo mało kto pisze. Poza tym nie mam wam
juz az tyle o programie au pair do powiedzenia, co byście chcieli. Pamiętam, że
jak tu przyleciałam prawie 4 lata temu, to wyobraźcie sobie że miałam posty
napisane na zapas. Gdybym mogła pisałabym nowy post co pół dnia, ale nie
chciałam spamować.
Za rok kończę kolejną szkołę i pomimo, ze chciałabym jeszcze
dalej się uczyć myślę, że przede wszystkim wyjade i poszukam normalną pracę.
Myślę, że San Francisco sprostało by mojemu wyzwaniu. Nie wiem dlaczego właśnie
tam, chce jechac. Pamiętam ze po wakacjach w Kalifornii, to właśnie SF
najbardziej mi się nie podobało. Ale trzeba próbować jeszcze raz!
życzę Wam udanego weekendu i dużo deszczu :)
Sylwia
poniedziałek, 8 sierpnia 2016
Wedding II
Mówcie co chcecie, ale śluby w Polsce są 1000 razy lepsze niż w USA :)
Pamięta ktoś panią po prawo??? :)
Pamięta ktoś panią po prawo??? :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)













































